Nie zwalniajmy Waldemara Fornalika, bo normalność jest dziś w cenie

Porażką z Ukrainą Waldemar Fornalik prawie zawalił eliminacje do mistrzostw świata i... w ogóle mnie to nie smuci. Wolę brak przyszłorocznego rozczarowania za cenę rozwoju. Zapomnijmy o Brazylii i dajmy Fornalikowi pracować przez kolejne cztery lata. Ma on w sobie cechę, która dziś jest w cenie: normalność.

Wiecie jaki jest selekcjoner reprezentacji Polski Waldemar Fornalik? Jest inny. Inny niż Franciszek Smuda – chodzący całe życie w dresie, mówiący po polsku gorzej niż przeciętnie, potrafiący powiedzieć do dziennikarza „spierdalaj”. Jest inny niż obywatel świata Leo Beenhakker, który opowiadał o czasach jego pracy w Realu Madryt, rzucał angielskimi bon motami, nie bał się iść na wojnę z PZPN, czyli pracodawcą. Jest też inny od Pawła Jasana, który miał opinię gbura i buca, który zamiast na konferencje prasową wolał iść do lasu z flintą, a na pytania odpowiadał wzruszeniem ramion.

Kiedy porównuję Fornalika z poprzednimi selekcjonerami, ta jego inność wydaje mi się… normalna. Chociaż Salamon z Milanu nie zagrał w poważnym meczu od trzech miesięcy, powołał go, aby mu się lepiej przyjrzeć. Był w Anglii oglądać Radka Majewskiego, na którego przeciwko Ukrainie nie bał się postawić od pierwszej minuty. Zaprosił na kadrę Piotrka Celebana, który gra w egzotycznej Rumunii, przywrócił Artura Boruca na jego należne miejsce – miejsce w bramce. Daje szansę młodym – Koseckiemu, Łukasikowi, Krychowiakowi. Ktoś powie – przecież to z braku laku!, ale czy naprawdę Fornalik nie mógłby się uprzeć i stawiać na kogoś innego?

Zobacz to: Ukraina zlała reprezentację Polski 1:3. Trzęsienie ziemi na Narodowym

Przed kamerami i dziesiątkami dziennikarzy czasami mówi pewne rzeczy jak dyplomata, owija w bawełnę, robi uniki. Nie może rzucić, jak niedawno prezes Legii Bogusław Leśnodorski, że jest „chujowo”, bo to nie ten typ ekspresji. Ale kiedy przed dwoma tygodniami spotkaliśmy się w stołeczny hotelu Hyatt i rozmawialiśmy już po wyłączeniu dyktafonu, przekonał mnie do siebie. Zrozumiałem, że Fornalik ma jedną cechę, której brakowało poprzednim trenerom – jest normalny.

Po meczu z Ukrainą kolega mówi: „Zibi już zaciera ręce i szuka kandydata na selekcjonera we Włoszech”. Jeżeli tak faktycznie jest – to klapa. Niech znajdzie się w końcu prezes, który ma odwagę powiedzieć do polskiego trenera kadry: „miałeś materiał, jaki miałeś, nie udało się, masz teraz czas, aby go oszlifować. Wtedy cię rozliczę”. Michał Listkiewicz do dziś pluje sobie w brodę, że po nieudanych mistrzostwach świata zwolnił kolejno Jerzego Engela i Pawła Janasa. Oni stworzyli zalążki naprawdę dobrych reprezentacji i kto wie, gdzie bylibyśmy dziś, gdyby wtedy pozwolono im pracować. Nie zwalniajmy więc także Fornalika.

Czytaj także:
Waldemar Fornalik dla naTemat: W mojej głowie jest tylko zwycięstwo z Ukrainą

Bo czy to wina Fornalika, że od czerwca bramki dla reprezentacji nie strzelił Robert Lewandowski, najlepszy strzelec Bundesligi?

Nie.

Czy to wina Fornalika, że Ludo Obraniak nie chciał uczyć się języka polskiego i nie został zaakceptowany przez grupę, a poza tym w kadrze gra znacznie słabiej niż w Bordeaux?

Nie.

Czy to wina Fornalika, że przed najważniejszym meczem w tych eliminacjach Wasilewski usiadł w klubie na ławce, Polanski nie mógł zagrać przez kartki, Boenisch jest w beznadziejnej formie?

Nie.

Kiedy kopałem się w czoło próbując grać w piłkę, na kogoś, kto przeceniał swoje umiejętności mówiliśmy, że „wyżej sra niż dupę ma”.

Zobacz również: Po meczu z Ukrainą Kuba Błaszczykowski dołączył do Bońka, Deyny i Laty, czyli od dramatu do przejścia do historii

A Fornalik zdaje sobie sprawę jaki ma inwentarz i z niego próbuje wycisnąć wszystko, co się da. Nie idzie? No nie idzie, ale w takim razie dajmy mu czas, aby zbudował sobie tę kadrę w całości po swojemu. Janusz Panasewicz mówi, że świat się nie skończy, jeżeli nie awansujemy na Mundial do Brazylii. I faktycznie się nie skończy. Szczególnie, że czasami lepiej zrobić jeden krok w tył, a później dwa do przodu.

Czytaj to: Po meczu z Ukrainą nasza reprezentacja jest w potrzasku. Szanse na awans wciąż jednak są

Kiedy rozmawialiśmy z Fornalikiem zwrócił on uwagę na słuszną rzecz: utalentowana młodzież, której dziś mamy naprawdę sporo (Kosecki, Łukasik, Furman, Milik, Wolski, Żyro, Krychowiak, Salamon) dopiero za pół roku, może za rok, a może za półtora, wskoczy na poziom, który pozwoli im stać się pełnoprawnymi reprezentantami Polski. Jeżeli doliczymy do tego tylko Boruca i Szczęsnego oraz trójkę z Borussii Dortmund perspektywy rysują się naprawdę ciekawie. Jeżeli nie Fornalik, który zaczyna tych chłopaków wprowadzać do drużyny narodowej, to kto ma budować ten team?

Blog szefa działu Sport naTemat.pl Sebastiana Staszewskiego
Twitter szefa działu Sport naTemat.pl Sebastiana Staszewskiego
Trwa ładowanie komentarzy...